poniedziałek, 26 lipca 2010

Zabić z miłości - Żyć w cierpieniu

Aby dobrze zrozumieć mój wpis należy najpierw zapoznać się z artykułem zamieszczonym w Gazecie Wyborczej 22. lipca. Fragment: Matka podała śmiertelną dawkę heroiny będącemu w stanie wegetatywnym synowi. Teraz prosi sąd o złagodzenie wyroku dożywocia. Po stronie Inglis stanęła rodzina. Choć najstarszy syn w procesie zeznał, że matka miała obsesję na temat stanu brata. Prawu do wspomaganego samobójstwa sprzeciwiają się Kościoły katolicki i protestancki oraz organizacje promujące opiekę paliatywną. Jednak z sondaży wynika, że 75 proc. Brytyjczyków eutanazję popiera.
Czytając ten tekst nasuwa mi się pytanie, kto bardziej cierpiał? Matka, patrząca na cierpienie swojego ukochanego syna czy głównie on. Miłość do syna, chęć pomocy przeważyła nad rozumem i racjonalnym myśleniem. Frances Inglis była sądzona z paragrafu o morderstwo. Co wydaje mi się nieracjonalne, pokazuje to brak jakiegokolwiek zrozumienia dla bólu, które dotknęło tą matkę. Bo czy każda matka była by zdolna zabić najbliższą mu osobę, nawet jeśli by mu tym pomogła i zakończyła cierpienie? Sądzę, że prawo musi się zmienić i stać się bardziej 'ludzkie', bo człowiek nie rodzi się by cierpieć... Człowiek rodzi się by pomagać, kochać, żyć w zgodzie z sobą samym...

niedziela, 25 lipca 2010

Powódź - Materiały archiwalne

Maj i czerwiec to miesiące, które na długo utkną w pamięci mieszkańcom Mściowa, wsi położonej nieopodal Sandomierza. Jak większość południowej Polski, również oni zostali dotknięci tragedią powodzi. W rozmowie z poszkodowanymi, dowiadujemy się, że w ich domach woda dochodziła do wysokości jednego metra, co skutkowało tym, iż na posesje można było dostać się jedynie w woderach. Wydawać by się mogło, że zalanie piwnicy nie miało większego wpływu na stan ogólny pomieszczeń wyżej położonych. Nic bardziej mylnego, z powodu obfitych opadów deszczu poziom wody nie zmniejszał się, przez co fundamenty nasiąkały i w niektórych miejscach podłoga zapadała się. Co zadziwiające i wprost niewiarygodne w większości domów pękały ściany nośne, pojawił się grzyb, którego przyczyną było podsiąkanie ścian. Powódź zniszczyła całą gospodarkę, jedyne utrzymanie większości rodzin. Zawsze było ciężko, a teraz tylko się załamać – mówi mi jedna z osób zamieszkująca tamte tereny. Co sądzą o tym ludzie, których powódź oszczędziła, lecz mieli oni z nią bezpośredni kontakt.

Jaki obszar był całkowicie zalany?
Całkowicie nic nie było zalane, jednak Ci którzy mieszkali bliżej wału ucierpieli.
A jeśli chodzi o Ciebie?
Miałam zalaną piwnicę przez podsiąki. Moja koleżanka mieszka bliżej wału, przez co miała sporo wody na podwórku.
Jak chroniliście się przed przesiąkaniem wałów?
Worki z piaskiem, były najlepszym sposobem by zapobiec tragedii. Mieszkańcy domów zagrożonych powodzią pełnili warty, sprawdzali stan wody i wytrzymałość wałów.
Czy było coś, co w zaistniałej sytuacji najbardziej Cię przeraziło?
Tak, pomysł polegający na wysadzeniu wałów przez wojsko.
Dziękuje za rozmowę.

09.07.2010r.
Powered By Blogger